Już wjeżdżając do Peru, MariOlka była rozczarowana. Mimo, iż trasa peruwiańskiego odcinka Panamericany prowadzi wzdłuż Pacyfiku, to wszędzie jakoś tak szaro-buro z mnówstwem śmieci. Miasta i miasteczka są oddalone od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, więc podróże są długie i męczące. MariOlka chcąc roztropnie postąpić, aby się za bardzo nie zmęczyć, postanowiła na trasie do Limy zrobić dwie przerwy. Najpierw odwiedziła Chiclayo, ze względu na ciekawość Targu Czarownic, czyli Mercado de los Bruchos. Targ Czarownic to kilkanaście kramów zlokalizowanych w miejskim Mercado, gdzie sprzedawcami nie są panie z zakrzywionym kapeluszem i brodawką na długim nosie. Nic podobnego! Stoiska są  prowadzone przez „zwykłych” śmiertelników, ale oferowany asortyment jest nie z tej (polskiej:)) ziemi. Można zakupić wszelkiego rodzaju zioła, eliksiry, herbatki, specyfiki m.in. na potencję, porost włosów, szarych komórek i… biustu. Dostępne są figurki Jezusa, buddy, kostuchy, diabła, laleczki woodoo oraz skóry i futra przeróżnych zwierząt (potrafiliśmy zidentyfikować tylko iguanę i borsuka), a także części ciał zwierząt (chyba wypchane). Oczywiście literaturę na bazarze również można nabyć – magia biała, magia zielona, etc.
Kolejny przystanek MariOlka postanowiła zrobić w miasteczku Huanchaco koło Trujillo. Huanchaco to mała miejscowość nad Pacyfikiem, słynąca z surfingu (odbywają się tu międzynarodowe mistrzostwa) oraz z trzcinowych łodzi o pięknym kształcie, pochodzących aż z czasów prekolumbijskich. Około 7 km od Huanchaco są zlokalizowane ruiny archeologiczne najwięszego miasta Inków Chan Chan, które jest wpisane na listę Unesco. MariOlka wciąż nie była zadowolona, bo niby ładnie, tak inaczej, ale wszędzie pustynia, szaro-buro, piaskowo, minimum zieleni i do tego dużo śmieci…

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top