Od kiedy przybyliśmy do Indonezji, zaskakiwały nas marsze grup dzieci i młodzieży, które wielokrotnie spotykaliśmy na ulicach miasteczek i wsi. Nie mogliśmy odgadnąć ani się dowiedzieć o co w tym chodzi. Dopiero na Lombok w okolicach wulkanu Rinjani, na który mieliśmy chrapkę się wspiąć odkryliśmy tajemnicę – zapraszamy na film z wyjaśnieniem:

Co do trekkingu na wulkan to trwa on aż 3 dni i rzekomo jest to bardzo trudne wejście, dlatego zrezygnowaliśmy z postanowieniem, że spróbujemy innym razem:) Wioska Senaru, zlokalizowana „pod wulkanem”, w której się zatrzymaliśmy, stanowiła bazę wypadową do objazdu okolicznych wiosek. Wokół Senaru, gdzie tylko nie spojrzeć, znajdują się pola uprawne, więc nacieszyliśmy oczy wszechobecną zielenią, której raczej mało na Lombok. Objeżdżając północ Lombok, z wyskokiem w okolice wulkanu Rinjani, spotkaliśmy się z problemem pustego baku i kończej się gotówki, który urósł do rangi krytycznej, ze względu na brak stacji benzynowych, sklepików z gazoliną w butelkach oraz bankomatów w promieniu 50 km od Senaru. Opłacając nocleg w obcej walucie, udało się nam zatrzymać trochę rupii indonezyjskich i ruszyliśmy na wschód w poszukiwaniu paliwa. To doświadczenie nauczyło nas, aby tankować motor na maksa, w chwili opuszczania większych miast.
Nasza dalsza podróż objazdowa po Lombok prowadziła do miasteczka Pringabaya, gdzie tankowaliśmy, wypłaciliśmy forsę z bankomatu i mieliśmy nocleg. Planowaliśmy ruszyć na wysepki Gili Lawang i Sulat, ale rzekomo łódź publiczna wtedy nie kursowała, ze względu na wzburzone morze – prawdopodobnie była to ściema, która miała nas skłonić do wzięcia prywatnej łajby. Szkoda, bo rzekomo wyspa i snurkowanie wokół jest fantastyczne. Jak to się mówi – następnym razem…:) Następnie Z udaliśmy się na południowy-wschód, ponieważ zinteresowało nas wybrzeże, ciekawie ukształtowana linia brzegowa, ale przede wszystkim cypel, na którym znajdowała się tzw. Pink Beach (Różowa Plaża). Dotarliśmy na cypel, zjechaliśmy go „wzdłuż i wszerz”, w wielkim upale, w poszukiwaniu noclegu i jakie rozczarowanie, ponieważ nie znaleźliśmy absolutnie NIC! Po dwóch godzinach błądzenia wśród pustynnych terenów nadbrzeżnych, spojrzeliśmy razem na mapę i…okazało się, ze jesteśmy nie na tym cyplu (okolice Tanjung Ringgit)…Z ulgą pojechaliśmy na właściwy cypel (okolice Ekas), ale tam ze znalezieniem noclegu wcale nie było łatwiej. Zmęczeni beznadzieją sytuacji postanowiliśmy zajechać nad morze i zobaczyć na plażę… Zapraszamy na film:

Widoki zapierały nam dech w piersiach i pozwoliły zpomnieć na chwilę o problemach ze znalezieniem noclegu. Wsiadając na motor wpadliśmy na pomysł, aby widząc „białego człowieka” bez ogródek wypytać gdzie nocuje i właśnie się tam udać:) Po przejechaniu kolejnych kilometrów, po jakiejś godzinie, ujrzeliśmy parę kanadyjskich turystów, którym towarzyszył właściciel przybytku, w którym się zatrzymaliśmy na 3 kolejne dni. Z … objechaliśmy pas nadbrzeżny w poszukiwaniu pięknych miejsc i musimy stwierdzić, że na południu Lombok plaże, jak na razie, są dla nas najpiękniejsze. Dotarliśmy również do Różowej Plaży:)

Droga na tę plażę była tak wyczerpująca, że byliśmy niesłychanie spragnieni. Zatrzymaliśmy się w wiosce, gdzie pod wiatą zauważyliśmy, kilka leżących kokosów i po prostu gestami poprosiliśmy o rozłupanie orzecha:)

Swoją drogą uwielbiamy Indonezję, a zwłaszcza Lombok, gdzie znajdując się „byle gdzie”, można zapytać np. o gado gado (tradycyjne indonezyjskie danie) i w kilka minut otrzymać jedzenie, a przy odrobinie szczęścia, zobaczyć proces produkcji.

Kolejnym punktem na naszej drodze była Kuta, czyli najbardziej turystyczna lokalizacja na południu Lombok. Miejscowość nie oczarowała nas tak bardzo. Ale musimy zaznaczyć, że plaże są bardzo przyjemne oraz atrakcję stanowią wszędobylskie wodne bawoły.

Objeżdżając na motorze najbliższą okolicę Kuty, zaskoczyło nas ukształtowanie terenu. Jest mnóstwo górek, pagórków, wzniesień, po których prowadzi droga wprost do kilku puntów widokowych z niesamowitymi panoramami. Ponadto na jednym ze wzniesień spotkaliśmy kilkadziesiąt rodzinnych kopalni srebra i nie mogliśmy się oprzeć odwiedzeniu jednej z nich:)

Z Kuty wytyczyliśmy trasę drogą asfaltową do Sekotong , która miała nam zająć 70 km, czyli z przerwami na picie i jedzenie, około 3 godziny jazdy. Zdążyliśmy jednak trochę pobłądzić po trasie, obijając sobie nasze 4 litery, podczas pokonywania 20 km drogą kamienisto-szutrową (na turystycznym motorze!). Zjadając pyszną świeżo grillowaną rybę i spijając wodę kokosową, zebraliśmy trochę mocy, aby znaleźć nocleg.


Z tym nie było aż tak trudno – wylądowaliśmy w mini „resorcie”, wynajmując jeden z pięciu drewnianych domków w ogrodzie z palmami kokosowymi. Zaaranżowaliśmy również wycieczkę snurkową na trzy okoliczne wyspy, najmując łajbę i kapitana tylko dla nas. Co za luksus:)
Film ze snurkowania

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top