MariOlka przeszukała całą mieścinę w celu wynajęcia rowerów i udało się! Mało istotny był fakt, iż rowery nie były nawet średnich lotów – ważne, że były:) MariOlka ruszyła w trasę, oczywiście wytyczoną przez siebie, z chęcią dostania się na widoczny z Copacabany cypel (w drugą stronę niż Isla del Sol). Droga początkowo asfaltowa, przemieniła się w szutrową, z niemałymi podjazdami, z cudownymi widokami na Titicaca.
Jak wielkie było zdziwienie MariOlki, gdy podczas robienia zdjęć na łące z baranami, przybiegł boliwiański dziadeczek wołając o zapłatę za zdjęcia. Sytuacja nie była za wesoła, ponieważ dziadek łapał za kierownicę, nie dając odjechać Aleksandrze. Mariusz zainterweniował i tryknął się klatą z dziadeczkiem, aż ten drugi ustąpił.
Potem były psy, które ujadając biegły za Aleksandrą, nie wiadomo, czy w celach gryzących, czy nie, ponieważ znów skutecznie zainterweniował Mariusz:)
Ostatecznie na dość stromych podjazdach, Aleksandra chciała zmienić przełożenie, używając sporo siły z „atomowych ud” i stała się rzecz straszna – hak od tylnej przerzutki zgiął się i tzw. piesek wkręcił się w szprychy…
Akcja holownicza przebiegła wzorowo – w roli holownika sprawny rower, MariOlka zdążyła dotrzeć do miasta przed zmierzchem i tylko 45 minut spóźnienia w wypożyczalni.
Lekko nie było, ale otaczające widoki wynagrodziły wszelkie trudy i niespodzianki:)

1 comment

  1. Comment by Monia

    Monia Reply Marzec 28, 2013 at 3:44 pm

    I co by ta biedna Aleksandra zrobiła bez Mariusza, co? 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top