ROWEREM PO TAJLANDII, BIRMIE I LAOSIE

Tajlandia

Zakup rowerów to była bułka z masłem. Zakupiliśmy je u autoryzowanego dealera Treka. Wynegocjowaliśmy lepsze warunki, bo u konkurencji mieli takie same rowery za niższą cenę, no i kupowaliśmy dwie sztuki! Reasumując cena roweru MTB zakupionego w Tajlandii jest o 50% niższa niż w Polsce. Czyżby bliskość Chin?
Początek trasy po Tajlandii był trochę nudnawy, bo płasko i dookoła stale taki sam krajobraz w postaci pól uprawnych, ale końcowy odcinek dał nam tak w kość, że z braku sił, łapaliśmy się tirów, aby nas ciągnęły pod górę.

ROWEREM PO TAJLANDII, BIRMIE I LAOSIE

Birma

Gdy dowiedzieliśmy się, że około pół roku wcześniej zostały otwarte 4 lądowe przejścia graniczne między Tajlandią a Birmą dla cudzoziemców, to już było jasne, gdzie jedziemy na rowerach. W sumie trochę przypadkowo odwiedziliśmy Birmę podczas festiwalu wodnego, czyli świętowania Nowego Roku. Niesamowite przeżycie, gdy absolutnie wszyscy się do Ciebie uśmiechają, pozdrawiają, polewają wodą, zapytują „Czy jesteś szczęśliwy? Czy też się cieszysz?”. Birma pozostanie dla nas krajem niezwykle otwartych na drugiego człowieka ludzi, co odczuwaliśmy zwłaszcza poza szlakiem turystycznym. Niemal codziennie otrzymywaliśmy zaproszenia do domów, aby na migi się czegoś o nas dowiedzieć, czy zrobić sobie wspólne zdjęcie, aby poczęstować nas jedzeniem, czy dać napój energetyczny.

View gallery

ROWEREM PO TAJLANDII, BIRMIE I LAOSIE

Laos

Jazda rowerem po Laosie należała do sporych przyjemności, ze względu na fakt, że kraj ten jest w większości wyżynno-górski, zatem było ciepło-rześko i wszędzie piękne krajobrazy. Co prawda były takie odcinki, o których słyszeliśmy, że będą ekstremalnie wyczerpujące, więc wygodnie omijaliśmy te newralgiczne trasy, łapiąc autobus, czy łódkę. W Laosie serdecznie polecamy spływ po Mekongu wolną łodzią z Xuay Xai do Luang Prabang, który trwa 2 dni, z noclegiem na lądzie w połowie trasy (Pakbeng).
Warto odwiedzić miasto Luang Prabang, aby podziwiać nietuzinkową zabudowę w centrum (na liście Unesco) – miks tradycyjnej zabudowy laotańskiej z kolonialną architekturą. Bardzo nam się podobały wodospady w okolicy Luang Prabang (15 km), z naturalnymi lazurowymi basenami – wspaniałe miejsce na relaks.
Raczej nie polecamy „byłej drugowni”, czyli Vang Vieng, ponieważ dla nas jest to bardziej europejskie miasteczko, z roznegliżowanymi cudzoziemcami (mimo zakazu), milionem knajp serwujących tosty, pizzę i burgery, przy akompaniamencie serialu „Friends”. Natomiast okolica Vang Vieng to już zupełnie inna historia – niezapomniane widoki w postaci monumentalnych skał wapiennych wyrastające nagle, tuż przy malowniczych meandrach rzeki Nam Song.

View gallery
Go top