Decyzja o wyjeździe z Jawy na Bali została podjęta, gdy MariOlka zorientowała się, iż rozpoczął się ramadan. Pierwszy fakt -w ciągu dnia jedzenie można było dostać tylko w okolicach dworca. Drugi fakt (super bolesny), który utwierdził MariOlkę w słuszności ucieczki z muzułmańskiego Probolinggo, to nieprzespana noc, ze względu na całonocne śpiewane modły z meczetu, w bezpośrednim sąsiedztwie noclegowni MariOli. Z samego rana wsiedliśmy w autobus klasy biznes – 5 osób w rzędzie, okna otwarte na oścież, na maxa zgłośnione karaoke, przy czym podróż miała trwać „tylko” 8 godzin. Zdecydowanie nie była to przeprawa marzeń MariOlki (zwłaszcza, że w trakcie jazdy autobusem Mariusz miał problemy żołądkowe), ale trzeba przyznać, że widoki potężnych wulkanów, nierzadko z chmurą na szczycie, były zniewalające. Kolejnym niemiłym aspektem jazdy na Bali był przystanek końcowy, który okazał się być 20 km przed Denpasar!!!!!! Chcąc dostać się do miasta można skorzystać z lokalnych środków transportu, które przypominają auta typu polonez truck z 2 rzędami ławek na pace (auto rusza, gdy ławki się zapełnią – czytaj jedziesz jak sardynka w puszce). Opcja ta jest dość ekonomiczna, ale ze względu na stan brzuchowy Mariusza postanowiliśmy wziąć taksówkę. Zmuszeni byliśmy na taksówkę bezpośrednio z dworca, ponieważ radio taksi (Blue Bird) odmówiło przysłania auta, ze względu na sporą odległość od Denpasar… Zatrzymaliśmy się w pięknej dzielnicy Denpasar – Renon, w bardzo przyjemnym hotelu, które gorąco polecamy czyli CityZen Renon. Już drugiego dnia znaleźliśmy swoje miejsce na fenomenalne śniadanie, czyli gado gado. Zapraszamy na film o gado gado:

Mieliśmy spory problem, aby w samym Denpasar znaleźć wypożyczalnię motorów, ale dzięki uprzejmości pracownika naszego hotelu, zostaliśmy zmotoryzowani. Dało to nam niesamowitą swobodę i mogliśmy dojechać tam, gdzie się nam podobało, np. na pola liliowo-ryżowe:

Na motorze nie omieszkaliśmy pojechać do centrum turystycznego Bali, czyli do Kuty, aby wybadać temat wypożyczenia motorów, gdzie wypożyczalni skuterów i motorów jest na pęczki.
Ponadto jeżdżąc po okolicy Denpasar, przypadkowo trafiliśmy na popularny hazard na Bali, czyli walki kogutów. Mariusz dzielnie kręcił film o właścicielach kogutów, zakładach i same krwawe walki, po czym jednak dochodził do siebie przez jakiś czas, natomiast Aleksandra spasowała już na samym początku i nie doświadczyła bezpośrednio brutalności walk. Film o walkach kogutów na Bali DLA OSÓB O MOCNYCH NERWACH:

Podczas pobytu w Denpasar postanowiliśmy zmienić plan swojej dalszej podróży, czyli zrezygnować z Filipin (obawy przed panującymi tam tajfunami w sierpniu!!!!) na rzecz przedłużenia pobytu w Indonezji z 30 do 60 dni. Taka decyzja spowodowała, że musieliśmy przedłużyć wizy i zrobiliśmy to właśnie w Denpasar – poniżj film w tym temacie:

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Go top